Moje Kochanie.

Będą tu też wpisy o kobiecie z którą jestem w związku dłużej niż pięć lat a krócej niż dziesięć. O moich odczuciach z nią związanych. Tylko co tu pisać to po prostu miłość.

 Początek był taki że to ona mnie wypatrzyła w barze do którego często chodziłem  z ekipą. Dowiedziałem się o tym na GG – taki komunikator internetowy zanim Facebook zaistniał. Tłumacze bo dla niektórych to już prehistoria.

-Masz tu jej GG i nr tel. Podobasz się, pisz do niej.

 I tak skończyła się znajomość z Martą. Imprezowa dziewczyna, bujaliśmy się razem przez pewien czas. Mówili, że my mąż i żona a doszło tylko do palcówki. Nie ciągnęło mnie do niej, często się upijała. Pewno upijała się  dlatego, że doszło tylko do palcówki. Wysyłając mi namiary do innej kobiety zakończyła etap ze mną. Obecnie szczęśliwa mama mieszkająca we Wrocławiu. Stała się bardziej pociągająca, intryguje i zachęca do czegoś więcej. Teraz to bym ją nawet porządnie wylizał.
- Musisz tak napierdalać w ten chodnik?!

Moje Kochanie często mi  wypomina ten tekst z pierwszej randki. Ubrała buty na korku, strasznie halsowały. A wtedy byłem bardzo miesożerny, sporo piwa w ciągu dnia co równa się nerwowy stan, choleryk . Miałem niskie wibracje, tak  to się teraz nazywa.

 Randka była udana .Z początku chodziliśmy bez celu po mieście, wszystkie fajne lokale zajęte,  padało z lekka a to już pogoda barowa. Rozmowa nawet się  kleiła, nie pamiętam zbytnio o czym. Myślałem tylko żeby ją przelecieć a nie bardzo było gdzie. Zapadał zmrok gdy trafiliśmy na cmentarz, był po drodze. Zrobiło się wiosennie ale wilgotno, na plus – deszcz ustał.

Mówiła chyba coś o koleżance, że jej wszystko się udaje, że jeździ po świecie, że pływa z delfinami, gdy zacząłem ja rozbierać.

 Rzuciłem ja na grób jakiegoś faceta i zerżałem. Wbiłem się w nią od razu, krzyknęła z bólu czy przerażenia, miałem to gdzieś. Ruchałem ja na misjonarza na tym grobie, ściągając jej resztę ubrań. Deszcz wrócił, kolana miałem uwalone w cmentarnym błocie a jebany żwirek poranił tak, że została blizna.
Gdy była już całkiem naga zrzuciłem resztę zniczy itp gówien i wziąłem ja od tyłu.Wydawało mi się że płacze. Dziewczynka z dobrego domu, tatuś chory na raka trzustki, matka znerwicowana emerytka. Moje Kochanie mówi, że była niezła nimfomanka. Coś w tym jest, po kilku miesiącach siłowni, gdy moja sylwetka nabrała mięśni, spojrzała na mnie takim wzrokiem ….ale wracając na cmentarz.

 Chwyciłem za jej dłonie jak skazańca, miała je za plecami, mogłem ja docisnąć do grobu. Gdy tak leżała pojękując pierwszy raz zachciałem ruchać analnie. Wyciągając kutasa, ręką masowałem jej łechtaczkę i mocno wbiłem się w odbyt. Trwało to tylko chwile jeszcze i skończyłem.

- Kochanie nie wstawiłeś galaretki do lodówki, nie zrobiła się – obudziła mnie tym zdaniem dzisiaj
- I tak cię kocham Rodzynku
Nie jest istotne, kim będzie pierwszą klientka zrobię jej dobrze jak nikt wcześniej.

Prostytutka zrobi mi te zdjecia

Do kolejnych ogłoszeń potrzebuje zdjęć. W miarę sensownych. Pomyślałem o męskich aktach, tylko kto mógłby mi je zrobić? Lokalnie jest kilka kobiet zajmujących się sesjami ale  pomyślałem o prostytutce. Może i takich aktów artystycznych to ona mi nie zrobi. Ale może mieć pomysł jak mógłbym na takich zdjęciach wyglądać.  Warto spróbować. Nigdy nie byłem u prostytutki.

Przeglądając zdjęcia pań z mojego województwa dotarło do mnie jak ważne są zdjęcia. To temat na osobny wpis.. Temat rzeka z tego co widzę. A jak to się ma do zdjęć męskich ogłoszeń. Nie mi to oceniać przynajmniej jak na razie. Powinna zrobić je kobieta. Tak czuję i w tym kierunku zmierzam.
Przeglądając ogłoszenia znalazłem w moim mieście jedna: 160 za godzinę a 20 km ode mnie znalazłem panią z dużymi piersiami za 100zl za godzinę. Jedno ogłoszenie w mieście w którym żyje ponad 20 tysięcy ludzi. Ile chętnych kobiet odpowie na moje ogłoszenie? Wystarczyło by mi kilka w miesiącu. Nie widzę sensu rezygnować w pracy w której atmosfera jest bardzo luźna.

 

Początek

Pierwsze zdanie to w sumie nic ciekawego.Dzisiaj dodałem pierwsze ogłoszenie .Niech się dzieje.

Witajcie.